No i co tam moi kochani?

We wcześniejszej notce dodałam film pokazujący jak wygląda zabieg botoxem – zapraszam.

Dzisiaj chciałam poruszyć kwestię niekonwencjonalnego leczenia nadpotliwości. Mieliście kiedykolwiek z czymś takim styczność?

Ja pamiętam jak byłam mała i rodzice zabrali mnie do bioenergoterapeuty. Nie należę do rodzin, które wierzą w wszelkie rodzaje siły nadprzyrodzone, jakieś piramidki promieniujące i te sprawy. Nie neguję tego, bo być może ma to jakieś tam właściwości, ale ogólnie mówiąc – nie przywiązuję do tego wagi i myślę, że nie jest mi to potrzebne w życiu.

Natomiast w kwestii mojej nadpotliwości próbowaliśmy już wszystkiego, więc sądzę, że z tego powodu zabrano mnie do bioenergoterapeuty (udowodnione są zresztą przypadki wyleczenia takimi metodami wielu pacjentów – nie wiem tylko na ile wyleczyła ich podświadomość, a na ile działanie samego bio-lekarza, który kasuje ładne pieniądze za leczenie).

 

Ale OK, wróćmy do tematu. No więc o ile dobrze pamiętam byłam u tego pana może z 4 razy. Zalecił mi:

1) kąpanie się w słomie – trzeba było sobie skombinować skądś słomę i włożyć trochę do wanny za każdym razem jak się myłam. Pomoczyć się w tym i niby miało pomóc. Jako, że ja dośc niewierna jestem, to kąpałam się w tej słomie może z pięć razy maksimum.

2) druga metoda może wydać się bardzo śmieszna, no ale cóż.. lekarz kazał to i tego kilka razy spróbowałam. Otóż wytłumaczył mi, że nasz mocz ma jakieś super-właściwości i żebym dwa razy dziennie sikała sobie na ręce (;>). Metoda wydała mi się na tyle dziwna, że nie omieszkałam jej wypróbować. Zazwyczaj w trakcie kąpieli pod prysznicem i zaraz potem ręce myłam.

Obie te metody są dosyć dziwne. Mi nie pomogły – nie do końca wierzę, że mocz czy słoma mają jakiś wpływ na mój pot, no ale nie spróbowałabym to bym nie wiedziała. Z drugiej strony na wielu forach możemy poczytać sobie o urynoterapii – czyli PICIU własnego moczu, która rzekomo pomaga wielu ludziom. Na to się nie odważyłam i nie sądzę, żebym kiedykolwiek to zrobiła. Ale ciekawym jest fakt, do jakich metod uciekają się ludzie aby pozbyć się jakiejś dolegliwości – rozumiem to w 100%.

No więc teraz mam do Was pytanie – czy mieliście kiedyś okazję wypróbować jakiś niekonwencjonalnych metod na badanie nadpotliwości? Jakich?