nadpotliwosc blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Dla osób z pocącymi się stopami:

Na stronie
http://kobieta.wp.pl/wiadomosc.html?wid=12625673&title=Nadpotliwosc-stop&ticaid=1b953

znalazłam wskazówki co robić, aby nasze spocone stopy nie były narażone na grzybicę i nie emitowały przykrego zapachu.

Poza pewnikami takimi jak:

- higiena

- bawełniane skarpetki

- obuwie przepuszczające powietrze

znalazłam jeszcze radę aby moczyć stopy w naparze z ziół. Wklejam fragment pochodzący z w/w strony:

 

Pomocne zioła


Optymalna moc ziół opiera się przede wszystkim na ich regularnym stosowaniu. Moczenie stóp w ziołowym naparze m.in. z rozmarynu, kory dębu, skrzypu polnego, łopianu czy pokrzywy ogranicza ryzyko rozwoju grzybów i bakterii, a także reguluje pracę gruczołów potowych. Stopy należy moczyć przez ok. 15 minut, po czym dokładnie je osuszyć i założyć czyste, bawełniane skarpety. Czynność tą powtarzać ok. 3 razy w tygodniu, najlepiej co drugi dzień.”



No i co tam moi kochani?

We wcześniejszej notce dodałam film pokazujący jak wygląda zabieg botoxem – zapraszam.

Dzisiaj chciałam poruszyć kwestię niekonwencjonalnego leczenia nadpotliwości. Mieliście kiedykolwiek z czymś takim styczność?

Ja pamiętam jak byłam mała i rodzice zabrali mnie do bioenergoterapeuty. Nie należę do rodzin, które wierzą w wszelkie rodzaje siły nadprzyrodzone, jakieś piramidki promieniujące i te sprawy. Nie neguję tego, bo być może ma to jakieś tam właściwości, ale ogólnie mówiąc – nie przywiązuję do tego wagi i myślę, że nie jest mi to potrzebne w życiu.

Natomiast w kwestii mojej nadpotliwości próbowaliśmy już wszystkiego, więc sądzę, że z tego powodu zabrano mnie do bioenergoterapeuty (udowodnione są zresztą przypadki wyleczenia takimi metodami wielu pacjentów – nie wiem tylko na ile wyleczyła ich podświadomość, a na ile działanie samego bio-lekarza, który kasuje ładne pieniądze za leczenie).

 

Ale OK, wróćmy do tematu. No więc o ile dobrze pamiętam byłam u tego pana może z 4 razy. Zalecił mi:

1) kąpanie się w słomie – trzeba było sobie skombinować skądś słomę i włożyć trochę do wanny za każdym razem jak się myłam. Pomoczyć się w tym i niby miało pomóc. Jako, że ja dośc niewierna jestem, to kąpałam się w tej słomie może z pięć razy maksimum.

2) druga metoda może wydać się bardzo śmieszna, no ale cóż.. lekarz kazał to i tego kilka razy spróbowałam. Otóż wytłumaczył mi, że nasz mocz ma jakieś super-właściwości i żebym dwa razy dziennie sikała sobie na ręce (;>). Metoda wydała mi się na tyle dziwna, że nie omieszkałam jej wypróbować. Zazwyczaj w trakcie kąpieli pod prysznicem i zaraz potem ręce myłam.

Obie te metody są dosyć dziwne. Mi nie pomogły – nie do końca wierzę, że mocz czy słoma mają jakiś wpływ na mój pot, no ale nie spróbowałabym to bym nie wiedziała. Z drugiej strony na wielu forach możemy poczytać sobie o urynoterapii – czyli PICIU własnego moczu, która rzekomo pomaga wielu ludziom. Na to się nie odważyłam i nie sądzę, żebym kiedykolwiek to zrobiła. Ale ciekawym jest fakt, do jakich metod uciekają się ludzie aby pozbyć się jakiejś dolegliwości – rozumiem to w 100%.

No więc teraz mam do Was pytanie – czy mieliście kiedyś okazję wypróbować jakiś niekonwencjonalnych metod na badanie nadpotliwości? Jakich?

 

Cześć Kochani :)

Znalazłam na youtube filmik gdzie jest pokazane jak wygląda zabieg leczenia nadpotliwości dłoni botoxem. W tym wypadku znieczulenie podawane jest jedynie miejscowo – poprzez zmrożenie miejsca wkłucia.

Zapraszam tych, którzy nie mieli botoxowego zabiegu, a chcieliby zobaczyć jak to wygląda:

 



 

 

 

Dzisiaj poruszę temat leczenia nadpotliwości toksyną botulinową, potocznie zwaną botoxem.

Mogę się w tej kwestii wypowiedzieć, gdyż trzy razy przechodziłam taki zabieg (na dłonie). Przypominam jednak, że są to jedynie moje własne odczucia, każdy organizm może zareagować mniej lub bardziej na dany zabieg. Zdecydowałam się na skorzystanie z usług gabinetu dermatologii estetycznej JUWENA. Bardzo polecam. Obsługa świetna,pomocna i bardzo miła, począwszy od pani sekretarki aż po lekarzy, anestozjologów itd. Co więcej, po zabiegu to oni do ciebie dzwonią pytając się jak się czujesz i czy widać jakąś poprawę. Także jeśli już ktoś chciałby się poddać zabiegowi z botoxu, to gorąco polecam ten właśnie gabinet. Pacjent czuje się jakby to właśnie JEGO problem była tam najważniejszy i widać, że lekarzom również bardzo zależy na tym, żeby ci pomóc.

Opiszę krok po kroku jak u mnie wyglądał cały proces.
Zadzwoniłam do JUWENY, przedstawiłam mój problem i zapytałam się co by mi radzili. Oczywiście od razu byłam nastawiona, że polecą mi botox. Szybko umówiłam sie więc na spotkanie i po 2, czy 3 tygodniach przyjechałam na wizytę.

Najpierw porozmawiałam sobie z lekarką, przedstawiła mi krok po kroku jakie leczenie mi proponuje i jak będzie wyglądał zabieg. Przygotowałam się już wcześniej finansowo, bo zabieg miałam mieć zrobiony w ten sam dzień (umawianie się na zabieg jest tutaj dość istotne, bo specjalnie dla ciebie musi przyjechać anestezjolog, aby zrobił znieczulenie. NIkt inny nie ma do tego prawa – tym sposobem pamiętam, że czuwały nade mną chyba trzy lekarki, więc nie ma się czego obawiać ;>).
Kolejnym etapem jest wykonanie prostego TESTU MINORA. Jest to test całkowicie bezbolesny, może się okazać wręcz łaskoczący :) Wewnętrzne strony obu rąk smaruje się jodyną a następnie posypuje skrobią. Po kilku chwilach miejsca, w których dłonie najbardziej się pocą zabarwiają się na fioletowo. W zalezności od intensywności pocenia się kolor jest jaśniejszy bądź ciemniejszy. U mnie obie rączki w zasadzie całe były fioletowe ;p Wklejam Wam zdjęcie z tego jak to wygląda (źródło: http://www.cec-efekt.pl/pl)

Po zrobieniu testu lekarka oblicza ile jednostek botoxu należy wstrzyknąć, aby były jakieś efekty. I tutaj dopiero wychodzi cena zabiegu. Pamiętajcie, że jeśli idziecie na taki zabieg i na stronie gabinetu pisze, że jedyne np 1800zł, to może się okazać, że zapłacicie dużo więcej. U mnie było tak, że jedna jednostka botoxu kosztowała ok 20zł. Przy moim wzmożonym problemie na pierwszym zabiegu potrzebne było w zasadzie po 70 jednostek na jedną dłoń. Czyli 140 na dwie. Mnożąc to wszystko przez 20zł wychodzi nam spora suma 2800zł ;/ Nie pamiętam czy w cenie tej wliczona jest już robocizna, czy płaciłam jakieś 200, 300 zł więcej. Niestety, jest to droga impreza. Jednak decyzja o tym ile będzie wstrzykiwanej toksyny zależy wyłącznie od nas. Lekarka może nam zasugerować, jednak to my musimy stwierdzić ile. Ja będąc tam już i odważając się na taki krok stwierdziłam, że niech wstrzyknie mi tyle, ile będzie potrzebne, byleby pomogło.

OK, wróćmy do zabiegu. Po obliczeniu ile jednostek należy wstrzyknąć lekarka przeważnie (choć nie zawsze, raz ominęła tą kwestię i robiła „na czuja”) zaznacza mazakiem kropki na dłoniach. Są to miejsca, w które zaraz potem wstrzykuje się botox. Ma to ułatwić równomierne rozprowadzenie jednostek botoxu na dłoni.

Kolejnym etapem jest znieczulenie, które wstrzykiwane jest na nadgarstku, od wewnętrznej strony ręki (tam, gdzie samobójcy podcinają sobie najczęściej żyły ;> – tak najłatwiej to zobrazować). U mnie były to 3 strzykawki ze znieczuleniem na każdą rękę. Muszę stwierdzić, że to wg mnie jest najbardziej bolesna część zabiegu, no bo robiona „na żywca”. Ale da się wytrzymać, na szczęście nie trwa to długo.

Po ok 10 minutach dłonie drętwieją i lekarka zaczyna wstrzykiwać botox. Dzięki znieczuleniu odczuwalny ból jest bardzo niewielki na szczęście. Całość wstrzykiwania trwa około 40 min (z pełną konsultacją, testem i znieczuleniem spędziłam tam ok 1.5 – 2 godzin).

Ważne jest też, abyście najlepiej przyjechali z kimś na zabieg. Po operacji ręce sa tak zdrętwiałe przez jakieś 3-4 godziny, że ja nie byłam nawet w stanie sama poradzić sobie ze złapaniem klamki samochodowej żeby drzwi otworzyć, nie wspominając o zabięciu rozporka czy znalezieniu kluczy w torebce ;p

Czy jestem zadowolona?

Uważam tak: jeśli nadpotliwość jest na tyle silna, że pot kapie mi z rąk w sytuacjach stresowych i co chwilę muszę je wycierać, to sądzę, że zabieg taki pomaga na 3-4 miesiące. Lekarki zalecają powtarzanie zabiegu co pół roku np, no ale wiadomo – finanse. Dlatego ja poddawałam się zabiegowi co rok, gdzieś w okolicach czerwca, żeby najsilniejszy efekt utrzymywał się podczas tych najgorętszych miesięcy.

Nie chcąc nikogo zniechęcać i podkreślając po raz kolejny, że to są jedynie MOJE odczucia (Twoje mogą być zupełnie inne) – po zabiegu spodziewałam się, że ręce w magiczny sposób PRZESTANĄ się pocić. Nic z tych rzeczy. Nadal w sytuacjach stresowych się pocą, natomiast zauważam, że kilka miesięcy tuż po zabiegu znacznie mniej.

Wg lekarek z mojego gabinetu, jeśli będę zabieg systematycznie powtarzała, to z roku na rok dłonie pocić się będą coraz mniej. W moim wypadku zauważyłam bardzo niewielkie zmniejszenie podawanych jednostek – przy drugim zabiegu podano mi nawet więcej niż przy pierwszym.

Być może chodzi tu też o psychiczny komfort. I zdecydowanie botox pomaga, jednak sądzę, że jeśli nie zaakceptuje się stanu rzeczy i nie zaakceptuje siebie takiego jakim się jest, to żaden lek nie pomaga. Tu nie chodzi o ranę, której smarując odpowiednimi maściami możemy się pozbyć, tylko o problem związany ze stresem, z rekacją naszego organizmu, z naszym myśleniem. Więc reasumując, sądzę, że gdyby mi podano nawet i 1000 jednostek botoksu za jednym razem (prawdopodobnie bym umarła od takiej ilości hehe), to jeśli bym sobie wmówiła, że mam stresującą sytuację i ręce mi się spocą to one i tak się spocą. Więc wszystko też zależy od naszego nastawienia.

W mojej sytuacji przejechałam się również na podejściu do sprawy, że: 1) pójdę na zabieg, 2) wstrzykną co trzeba i 3) mam problem z głowy.
No ale nie mam. Bo wciąż za bardzo się tym przejmuję i przywiązuję do tego wagę. Gdybym potrafiła ten problem z głowy wyrzucić, to zapewne botox działałby 3 razy mocniej…

A czy Wy mieliście kiedykolwiek robiony zabieg z botoksu na dłonie, pachy czy stopy? Gdzie? W jakiej cenie? Jaka obsługa? No i w końcu… czy jesteście zadowoleni z efektów? Czekam na Wasze komentarze.

 

 

Postanowiłam założyć tego bloga przede wszystkim, aby w jakiś sposób pomóc samej sobie. Nie potrafiąc zwalczyć problemu, wierząc w coś, co miało pomóc i rozczarowywując się po raz kolejny, obecnie jestem chyba na etapie totalnego zwątpienia. Co gorsza, wiem, że powinnam zaakceptować stan rzeczy jaki jest, ale… W duchu już się z tym pogodziłam, jednak każda kolejna sytuacja, w której walczę z problemem utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak nie mam nad tym kontroli.

Poza tym… zbliżam się właśnie do skończenia studiów. Czeka mnie podjęcie jakiejś konkretniejszej pracy (a nie tak jak za czasów studenckich – mało stresujących prac dorywczych). I tutaj kolejne przerażenie – jak ja dam sobię radę jak dostanę pracę w biurze? Jak wypełniać dokumenty, jak z rąk kapie pot? Jak odbierać telefon, gdy trzymając słuchawkę na blat biurka opadają krople potu? Jak podawać rękę szefowi, czy wypełniać przy nim jakiś dokument?

I w końcu – jak z tym całym problemem funkcjonować z pracownikami z biurka obok? Jak się tym nie stresować? Co zrobić, żeby nie zauważyli? Bądź co zrobić ze sobą, żeby mieć w nosie fakt, że zauważą?

Jak Wy, kochani, radzicie sobie z nadpotliwością w pracy?

 

 

Witam wszystkich bardzo serdecznie!

W zasadzie powodów do założenia tego bloga jest wiele.

Po pierwsze – stworzyć jedno miejsce, w którym zgromadzą się ludzie o podobnych problemach. Będzie to mały zakątek, w którym znajdzie się miejsce na wspólną dyskusję, wsparcie, pomoc..

Po drugie – zamierzam pisać tutaj o sposobach zwalczania nadpotliwości, o nowościach, które weszły na rynek, ale także liczę na Waszą pomoc. Wiadomo, każdy z nas może coś nowego odkryć, co mu pomogło i właśnie tutaj podzielić się tą radosną nowiną z innymi :)

Po trzecie – i to jest najważniejszy dla mnie powód – impulsem do powstania bloga jest moja historia.

Nie będę się przedstawiać, ani zdradzać sekretów dotyczących mojego życia, bo nie o to mi tutaj chodzi.
Najważniejsze jest to, że jestem jedną z WAS. Z problemem nadpotliwości borykam się w zasadzie od dziecka. Wiadomo, że gdy miałam jakieś 7 lat nie przywiązywałam do tego większej wagi, ale gdy sięgam pamięcią wstecz, to już z początkowych klas podstawówki pamiętam, że kartki na kartkówkach były pomiętolone i wilgotne. Na szczęście dzieciństwo to dar, który pozwala nam uniknąć nadmiernego przejmowania się czymkolwiek.
Z biegiem czasu, coraz bardziej byłam świadoma swojego problemu, widząc i obserwując, że koleżanki czy koledzy wcale problemu takiego nie mają.

W moim wypadku największym problemem są dłonie, które potrafią spocić się do tego stopnia, że pot kapie sobie z nich kropelkami. :/ Problem jest silniejszy latem, gdy jest gorąco, ale ogólnie borykam się z nim 365 dni w roku. Wystarczy stresująca sytuacja, czy po prostu za wysoka temperatura w pokoju i już rączki są całe mokre.

Podobnie ma się sytuacja ze stopami, ale tym akurat przejmuję się mniej, bo przecież stopą się nie witam, stopą nie piszę… Myślę, że pocą się równie mocno jak dłonie, ale prawdopodobnie przywiązuję do nich mniejszą wagę. Na szczęście nawet jak się spocą, to nie emitują żadnego intensywnego, nieprzyjemnego zapachu. A wiem, że wiele osób z tym właśnie ma problem. Dają o sobie znać jedynie wtedy, gdy wkładam buty na gołą stopę (np. podczas różnego typu wesel, kiedy goła stopa wręcz paruje, w bucie robi się błotko, stopy się ślizgają a na drugi dzień mamy odparzenia). O sandałach nawet nie marzę (a powinnam je nosić, w końcu stopa oddycha), bo mam barierę psychiczną, że ktoś zobaczy kropelki potu na moich stopach. O odwiedzeniu kogoś w mieszkaniu o gołych stopach, to już w ogóle nie ma mowy. O ile na zewnątrz zawieje wiaterek i jest szansa, że stopy wyschną, to w pomieszczeniu zostawiłabym prawdopodobnie kałużę potu na panelach ;p Wspomnę jeszcze, że gdy stopy mi się spocą, to nie tylko w rejonie stóp. Niejednokrotnie pot dochodzi nawet do kostek. O kolorowych rajstopkach mogę zapomnieć.

Jeśli chodzi o pachy, stosuję Antidral, w zasadzie rzadko, bo jedynie przed jakimiś egzaminami, uroczystościami. Z pachami większego problemu nie posiadam.

A więc głównym moim problemem są dłonie i stopy.

Ciąg dalszy historii w kolejnej notce. Nie chcę WAS zamęczać za długimi wpisami.

Czekam na Wasze historie i zapraszam do wspólnej dyskusji.

 


  • RSS