Witam wszystkich bardzo serdecznie!

W zasadzie powodów do założenia tego bloga jest wiele.

Po pierwsze – stworzyć jedno miejsce, w którym zgromadzą się ludzie o podobnych problemach. Będzie to mały zakątek, w którym znajdzie się miejsce na wspólną dyskusję, wsparcie, pomoc..

Po drugie – zamierzam pisać tutaj o sposobach zwalczania nadpotliwości, o nowościach, które weszły na rynek, ale także liczę na Waszą pomoc. Wiadomo, każdy z nas może coś nowego odkryć, co mu pomogło i właśnie tutaj podzielić się tą radosną nowiną z innymi :)

Po trzecie – i to jest najważniejszy dla mnie powód – impulsem do powstania bloga jest moja historia.

Nie będę się przedstawiać, ani zdradzać sekretów dotyczących mojego życia, bo nie o to mi tutaj chodzi.
Najważniejsze jest to, że jestem jedną z WAS. Z problemem nadpotliwości borykam się w zasadzie od dziecka. Wiadomo, że gdy miałam jakieś 7 lat nie przywiązywałam do tego większej wagi, ale gdy sięgam pamięcią wstecz, to już z początkowych klas podstawówki pamiętam, że kartki na kartkówkach były pomiętolone i wilgotne. Na szczęście dzieciństwo to dar, który pozwala nam uniknąć nadmiernego przejmowania się czymkolwiek.
Z biegiem czasu, coraz bardziej byłam świadoma swojego problemu, widząc i obserwując, że koleżanki czy koledzy wcale problemu takiego nie mają.

W moim wypadku największym problemem są dłonie, które potrafią spocić się do tego stopnia, że pot kapie sobie z nich kropelkami. :/ Problem jest silniejszy latem, gdy jest gorąco, ale ogólnie borykam się z nim 365 dni w roku. Wystarczy stresująca sytuacja, czy po prostu za wysoka temperatura w pokoju i już rączki są całe mokre.

Podobnie ma się sytuacja ze stopami, ale tym akurat przejmuję się mniej, bo przecież stopą się nie witam, stopą nie piszę… Myślę, że pocą się równie mocno jak dłonie, ale prawdopodobnie przywiązuję do nich mniejszą wagę. Na szczęście nawet jak się spocą, to nie emitują żadnego intensywnego, nieprzyjemnego zapachu. A wiem, że wiele osób z tym właśnie ma problem. Dają o sobie znać jedynie wtedy, gdy wkładam buty na gołą stopę (np. podczas różnego typu wesel, kiedy goła stopa wręcz paruje, w bucie robi się błotko, stopy się ślizgają a na drugi dzień mamy odparzenia). O sandałach nawet nie marzę (a powinnam je nosić, w końcu stopa oddycha), bo mam barierę psychiczną, że ktoś zobaczy kropelki potu na moich stopach. O odwiedzeniu kogoś w mieszkaniu o gołych stopach, to już w ogóle nie ma mowy. O ile na zewnątrz zawieje wiaterek i jest szansa, że stopy wyschną, to w pomieszczeniu zostawiłabym prawdopodobnie kałużę potu na panelach ;p Wspomnę jeszcze, że gdy stopy mi się spocą, to nie tylko w rejonie stóp. Niejednokrotnie pot dochodzi nawet do kostek. O kolorowych rajstopkach mogę zapomnieć.

Jeśli chodzi o pachy, stosuję Antidral, w zasadzie rzadko, bo jedynie przed jakimiś egzaminami, uroczystościami. Z pachami większego problemu nie posiadam.

A więc głównym moim problemem są dłonie i stopy.

Ciąg dalszy historii w kolejnej notce. Nie chcę WAS zamęczać za długimi wpisami.

Czekam na Wasze historie i zapraszam do wspólnej dyskusji.